II Place in National Geographic.PL competition 2010 -PIEKNA ZIMA.
Gold medal, and the pictures of the month August 2016 Norwegian Photo Contest NMi Naturfoto-Fotojakta - MIKRO-KOSMOS


TRANSLATOR

2020-01-05

Z Nowym Rokiem / New Year / Nytt År


Witajcie w Nowym Roku,
Nie zdazylam Wam zlozyc Swiatecznych i Noworocznych zyczen
czasem tak jest ,ze trzeba priorytetowac inne sprawy niz blog.

Nie mniej chcialabym Wam zyczyc
 wszystkiego dobrego w Nowym Roku,
pogody ducha, slonca, usmiechu, radosci,
dobrych ludzi wokol, serdecznosci,
wsparcia, zrozumienia, 
a przede wszystkim ZDROWIA.
Bez niego trudno jest podolac codziennosci.





Jak juz wspominalam w poprzednim poscie, 
pogoda nas nie rozpieszcza.
W ciagu 12 lat w Skandynawii  zrozumialam jak wazne jest 
slonce, a wlasciwie swiatlo dzienne, ktorego tu tak bardzo brak 
w okresie jesienno-zimowym.



Pomyslcie, budzicie sie do pracy o godzinie 6.00 jest potwornie ciemno,
przerwa na lunch o godzinie 10.00 a tu dalej potworne ciemnosci,
godzina 12.00 kolejna krotka przerwa w pracy 
wygladasz za okno i serce sie raduje bo w koncu jest widno.

Jak sie ma duzo szczescia w tych ciemnych miesiacach 
to i mozna slonce o tej godzinie zobaczyc.
Slonce ktore przemyka nisko nad horyzontem, 
i od czasu do czasu wyglada pomiedzy szczytami gor.

W pracy moge zobaczyc slonce, ale w domu nie mam na to szans
 poniewaz mieszkam zbyt blisko wysokiej gory ktora zaslania mi wszystko.

Prace koncze z reguly o 15.00 i wychodzac z pracy widze znow ciemnosci.
W bezchmurne dni, moze byc lekko widno.





Tu gdzie mieszkam, mieszkam w cieniu gory od listopada do prawie marca!!!
Zeby zobaczyc slonce w te mroczne miesiace, 
musze sie wybrac na Droge Atlantycka, 
ktora na szczescie jest zaledwie 7 km od nas, czyli najblizej, 
albo pojechac do innej miejscowosci, czyli po drugiej stronie tej gory ktora nas zacienia. 

Jesli sie trafi rok jak 2019, gdzie slonca od listopada bylo jak na lekarstwo,
a sztorm sztormem poganial, 
to ciezko jest wykrzesic jakakolwiek energie w sobie.

Czuje sie zmeczona, bardzo zmeczona.
Energii starcza (na szczescie) by zmusic sie wstac rano i jechac do pracy.
Niestety po pracy to juz inna historia.
 Sil brakuje na cokolwiek.
A najgorsze w tym wszystkim jest ze to, moglabym spac i spac, 
najlepiej przespac te ciemne miesiace.

I gdybym jeszcze nie lalo tak za oknem, 
to nawet w porywistym wietrze mozna isc na spacer...
A tak... czlowiek kisi sie w domu.




Zaczynam sie dusic...
tesknie za pogoda, sloncem
mozliwoscia wyjscia i pospacerowania.
Fotografia lezy odlogiem...


Czasem zbierzemy troche sil, by pojechac na Droge Atlantycka,
by cos sfotografowac.
Fotografia dla nas to prawie uzaleznienie :)
Gdy dluzej nie fotografujemy, czujemy GLOD!
Cos nas pcha i zmusza do wyjscia nawet w te paskudna pogode.

Ponizej na zdjeciach slynny most Z Drogi Atlantyckiej,
sfotografowany pomiedzy  intensywnymi opadami deszczu i gradobiciem.
Nie powiem, swiatlo w takie sztormowe dni moze byc ciekawe.
Ale! takich dni nie ma wiele.





Ponizej widok z balkonu, zanim przeszla sniezyca i zaslonila nam widoki.




Morze dla mnie jest jak lekarstwo.
Pamietam szwedzkie, kamieniste plaze po ktorych uwielbialam spacerowac.
Spacerowalam i przygladalam sie roznym formom i  kolorom.
Wciaz lubie to robic.
Tyle ze norweskie wybrzeze jest bardziej skaliste niz kamieniste.
Kolorow i form nie brauje.

Uwielbiam siedzic na takich przepieknych  skalach, 
przygladac sie morzu, i zatopic sie w szumie fal.
Obserwowac ptaki i mknace chmury na niebie.

Ponizej kilka zdjec z moich ulubionych miejsc.







Ostatnie tygodnie spedzam na nauce.
Nauce rysowania. 
Musze zabic czyms te pustke, nude i przechytrzec te paskudne sztormy.

W Szwecji probowalam malowania olejem i nawet mi to niezle szlo jak na amatora.
Tu w Norwegii sprobowalam malowania akwarela 
i bardzo lubie te technike choc nie nalezy do najlatwiejszych.
Niektore moje prace szczerze mnie zaskoczyly, 
bo nie sadzilam ze potrafie takie rzeczy tworzyc :)

Kupilam tez suche pastele i z tymi wciaz walcze! 
Efekt mnie wciaz i nadal nie zadawala. 
I sa cholenie trudne do opanowania dla mnie.
Sama technika nie jest latwa. 
Mysle tez ze to wina papieru bo same pastele sa z wyzszej polki. 
Musze zakupic jakis profesjonalny  papier i zobaczyc czy to cos pomoze.

Ponizej kilka moich pastelowych prac, 
jak widzicie malo imponujace.
Ale bede dalej walczyc, dopoki nie wyprodukuje czegosc dobrego.



 






A tu kilka nowych prac olowkiem.
Dzieku bogu mamy internet dzis, a na YouTub mozna znalezc niezle lekcje rysowania.
Bylam milo zaskoczona efektem koncowym.
Na razie probowalam rysowac oko, usta i palec.
Na dlon  czy twarz nie mialam tyle sily i energii.









Probowalam tez rysowania cyfrowego na komputerze.
Moze i z tej techniki  kiedys wyprodukuje cos wiecej ...




No to juz wiecie ze jak mnie nie ma na blogu to produkuje inne rzeczy :)

Przedwczoraj na przyklad
 ja i Wiking dostalismy zapytanie od redaktora jednego czasopisma,
czy bysmy nie zechcieli napisac nowych artykulow dla Niego. 
Wpadlismy na pomysl by napisac wspolnie artykul.
A wlasciwie wykorzystac moje 3 posty z bloga o Dolomitach 
i przetlumaczyc je na norweski.

Masakra, mowie Wam.

Nasz polski jezyk jest bardzo bogaty w slowa, wyrazenia, 
w porownaniu z bardzo ubogim jezykiem Norweskim. 
Cos, co ja opisuje w 3 zdaniach Norweg ujmie w jednym i to bardzo skromnym.
Ogrom pracy by to przelozyc z polskiego na norweski 
w takiej wersji bysmy oboje byli zadowoleni.
Jeszcze gdyby moj Wiking mial lepszy zmysl pisania ,bylo by moze latwiej.
Ale on z tych co: ktorko i najlepiej szybko.

No ale jakos to wyprodukowalismy, 
na szczrecie mamy duzo dobrych zdjec, ktore dodatkowo ubarwia nasze opowiesci.

Czekamy na akcepracje atrykulu no i moze juz w najblizszym czasopismie bedziemy
mogli sie juz nim pochwalic :)


To tyle ode mnie.



Jeszcze raz

WSZYSTKIEGO DOBREGO W NOWYM ROKU













2019-12-07

Mroczne dni / Dark days / Mörka dagar




Nie wiem jak Wy sie macie w tych ciemnych miesiacach, 
bo ja czuje sie paskudnie.
Tylko bym spala, najchetnie przespala te zimowe ciemne miesiace!

Cale szczescie mroczny listopad juz za nami.
Grudzien zaczal sie tez nie najlepiej, 
sztormy, wiatry, deszcze, burze, gradobicie, snieg
i do tego tak ciemne dni ze trzeba zapalac swiatlo.

Deprecha puka do dzrwii!!!

Co ja robie w takie dni?
nie za duzo, bo energi brak.
Czesto siedze przed kominkiem z herbata lub kawa w dloni
i gapie sie w ogien, ogrzewajac dusze i cialo.

Moze czytaliscie cos ciekawego ostatnio? 
widzieliscie jakis dobry film?
Poleccie cos na te dlugie ciemne dni?













2019-11-12

Wloskie Dolomity / Autumn trip to the Dolomites / Höstresa till Dolomiterna (Part 3)


Witam ponownie 
i zapraszam na moja trzecia i ostatnia juz czesc
relacji z wyjazdu w Dolomity Wloskie.

Nasz dzien zaczelismy od bardzo wczesnej pobudki.
Ok. 5:30 kiedy jeszcze bylo ciemno na zewnatrz,
wsiedlismy do samochodu by przyjechac do Passo di Falzarego.

Na miejscu zarzucilismy plecaki na nasze plecy, 
zalozylismy czolowki na glowy
i pognalismy przed siebie po dosc obloconym terenie.
Droga byla sliska, blotnista i bardzo nierowna
a po naszym wczesniejszym wypadzie do Tre Cime, 
ja osobiscie bylam cala obolala tego ranka, 
najbardziej wdalal mi sie we znaki moj plecak a dokladnie
moje obolale ramiona!
Nagle ten sam plecak wazyl o duzo za duzo.

Naszym celem tego ranka 
bylo sfotografowanie wschodu slonca nad jeziorem widmo.
Niestety nie pamietam nazwy tego jeziora.
Pawel natomiast opowiedzial nam, ze to jeziorko znika
w bardziej suchym okresie, a pojawia sie po deszczach. 



Jeziorka nie zastalismy na miejscu,
natomiast przywital nas bardzo kolorowy, przepiekny rozowy poranek


poblakalismy sie troche po okolicy by sfotografowac
troche urokow tego poranka.



Slonce wschodzilo ponad horyzont coraz wyzej, 
a wraz z tym zmienialy sie kolory otaczajacego nas krajobrazu

U dolu, Wiking fotografuje pierwsze promienie slonca 
odbijajace sie na szczytach gor.



Gdy slonce bylo juz na tyle wysoko by oznajmic ze nadszedl dzien
zebralismy sie spowrotem do samochodu 
i wrocilismy do hotelu na przepyszne sniadanko.




Spakowalismy nasze walizki i wymeldowalismy sie z hotelu.
Ruszylismy w dluuuga podroz po bardzo kretych wloskich drogach.
Milajlismy tyle narciarskich stokow ze glowa boli!
Teraz rozumiem dlaczego wielbiciele zimowych sportow wybieraja stoki wloskie.
Tutaj jest ich od zatrzesienia, duzo przestrzeni no i te widoki!!!!

Pazdziernikowe stoki byly na szczescie wciaz puste,
wszystko bylo pozamykane, zadnego tloku i korkow na drodze.
Wszystko czekalo na pierwszy snieg i sezon zimowy.
Jednego nie moge sobie wyobrazic!
Ile ludzi musi tam byc zima!!!
Jak oni rozwiazuja problem parkingow, 
toaltet, przepustowosci na tych, czasem, waskich i bardzo kretych drogach...
ot taka zagwozdka...
na szczescie nie jezdze na nartach, wiec nie musze sie nad tym
gleboko zastanawiac 😋



Jednym z naszych postojow byl postoj w Passo Giau.





Ponizej widok na Marmolade, najwyzszy masyw gorski Dolomitow
o wysokosci 3343m npm w polnocno-wschodniej czesci Wloch
oraz lodowiec Ghiacciaio della Marmolada






Dwa pstryki z telefonu:






Wieczorkiem zameldowalismy sie w Hotelu
Gasthof Walter von der Vogelweide,
ktory byl popularnym zajazdem w XIV wieku.
Pozniej  dzialal za publiczna laznie, 
a w XV wieku zostal przeksztalcony w dom prywatny.
Front domu, zdobi obraz lokalnego malarza
Hansa Klausnera Rabensteinera.

Jako ciekawostka, od 1979 roku 
Rodzina Rabensteiner (drugie pokolenie)
prowadzi dzis ten hotel.

Goraco polecam, czysto, wygodnie, smacznie
i bardzo klimatycznie.




Po zameldowaniu sie w Zajezdzie
czas bylo wyskoczyc na miasto, by cos przekasic.
I tu zaczal sie wloski problem!

SJESTA!!!!
i to jaka dluga! bo czasem od 15.00-19:00
Masakra!

Musielismy szukac lokali, ktore prowadza obcokrajowcy.
Udalo nam sie trafic do lokalu prowadzonego przez Azjatow.
Mimo sjesty/przerwy przyjeli nas do srodka.
Zamowilismy pizze, mieli tez suhi, ale jakos nie mialam na nie ochoty.

Co ciekawe pogoda tego dnia byla przepiekna,
26 stopni!
LATO!!!


📸📸📸


Oczywiscie wieczor bylby stracony, 
gdybysmy nie wyruszyli w kolejny plener.

Zachod slonca planowalismy sfotografowac w Passo Erbe:



A tu maly instruktarz Karola





Widzicie u dolu te pare ktora akurat tamtedy przechodzila?
Mialam tu mala niespodzianke. 
Otoz statywy rozstawione, my gotowi na fotografowanie.
Ja czekam az te dwie osoby sobie przejda... ale ida tak wolniutko ze,
tak sobie na glos do siebie mowie,
"no idzcie idzcie, bo chce zrobic zdjecie"
i wiecie co?
w odpowiedzi szlysze:
"idziemy, idziemy, zaraz zrobisz sobie to zdjecie..."
Ale wtopa!

Lekcja na przyszlosc... 
niegdy nie wiesz, czy nie wpadniesz na rodaka...!!!

🤣

Na szczescie para ta byla bardzo mila, 
przyszli sie przywiac i zapytac skad jestesmy.
Okazalo sie to Polka ktora mieszkala tu od lat na stale 
a jej partner to rodowity Austriak.

ehhhh, jaki czasem ten swiat maly 😄





Janusz i Iwona z naszej grupy, 




Po wieczornym plenerze, byl czas na kolejny warsztat 
z Karolem Nienartowiczem.
Tym razem Karol podzielil sie wiedza na temat filtrow 
do fotografi krajobrazowej.


🍀❤️🍀


Rankiem kolejnego dnia, wybralismy sie na wschod slonca 
do Alpe di Siusi.

Jak zwykle wyruszylismy w droge wczesniutko, kiedy wciaz bylo ciemno.
Dosc spory kawalek trzeba bylo pokonac by tam dojsc, 
na szczescie bylo plasko i rowno.
Ranek tego dnia byl zimny, minusowy a sciezki zmarzniete na kosc.

Troszke mnie tam wymrozilo, 
bo wzielam niskie buty przed kostke,
a moglam wskoczyc w wyzsze i cieplejsze trapery, 
wytrzymalabym wtedy troche dluzej na tych polach.

hmmm, tego ranka brakowalo mi w tym miejscu mgielek,
ktore widzialam u innych fotografow i na ktore tak bardzo liczylam.






Podrugiej stronie oszronionego pejzazu, slonce zaczelo juz muskac szczyty.



Zmarzlam tak, ze nie doczekalam slonca nad wierzcholkami gor.
Pognalam do pobliskiej restauracji, by sie zagrzac i zjesc gorace sniadanie.
Ci wytrwalsi z grupy stali tam jeszcze dobra godzine, 
czekajac az slonce wyjrzy zza wierzcholkow gor.

Bylo wczesnie, jeszcze przed otwarciem restauracji, 
ale personel widzac mnie zmarznieta zaprosil mnie do srodka.
Podczas gdy ja zajadalam sie domowymi frykasami 
w przytulnej rodzinnej restauracji Sanon,
kolejni zmarznieci fotografowie naszej grupy zaczeli sie schodzic, 
by rowniez sie zagrzac i cos smacznego przekasic.



A gdy sloneczko juz bylo dosc wysoko ponad szczytami, 
czas bylo pozegnac sie z ty przepieknym i malowniczym miejscem
 i ruszyc w droge powrotna do naszego uroczego Zajazdu.






🍀❤️🍀


Kolejnym mocnym punktem wyjazdy byl tego dnia wieczorny wyjazd 
do Doliny Vall di Funes.


Pierwszy postoj 
by sfotografowac kosciolek St.Johann w Ranui.



Mieslismy szczescie, bo przyjechalismy na miejsce 
tuz przed innymi fotografami.
Po ok 10-15 minutach fotografowania zrobilo sie cholernie tloczno!
Czym predzej ewakulowalismy z tego miejsca sie na pobliskie wzgorze, 
by uchwycic ten sam kosciolek tylko z wyzszej perspektywy.

Robienie zdjec zoomem i trzymaniem filtrow w rece
wkurzalo mnie strasznie!
Pamietacie problem z holderem z pierwszego posta?
No wlasnie ten siedzial wciaz na mojej 14-tce
Jakos trzeba bylo sobie z tym problemem poradzic, nic innego nie moglam wymyslec
jak samemu robic za holder 🤪.




A to moje ulubione miejsce, poza Tre Cime,
to kosciolek St.Maddalena w dolinie Vall di Funes..



Droga w to miejsce szla pod gore, 
znow trzeba bylo sie troszke nameczyc, nasapac by tam dojsc.
Na miejscu niezly szok,
bo sporo fotografow juz biegalo tam ze swoimi statywami.
Tak to wygladalo od zaplecza!



Oto kilka moich ulubionych jesiennych ujec z tego wieczoru:











To byl nasz ostatni dzien we Wloszech.
Wieczor spedzilismy na warsztatach z Karolem, tym razem 
kazdy z nas mial wybrac kilka zdjec z tej wyprawy,
by poddac je konstruktywnej krytyce.
Karol pokazal nam rowniez kilka przydatnych trikow w programie Lr i Ps.



🍀❤️🍀

Po obfitym sniadaniu, 
dnia nastepnego czekala nas dluga droga powrotna.
Najpierw do Austrii, a tam nasz ostatni nocleg,
poranne fotografowanko w juz odwiedzonym przez nas miejscu Hallstatt
a potem droga do domu, najpierw do Polski,
a dla nas oznaczalo to dodatkowa noc w Sosnowcu, by rankiem
dojechac do Krakowa i stamtad doleciec przez Oslo do Molde.


Rankiem w Hallstatt postanowalilam,
 ze sfotografuje miasteczko a wlasciwie te jego ladna architekture.
Ranek niestety byl ciemny i pochmurny.

Moglabym rozjasnic wszystkie zdjecia, 
ale nie oddaloby to klimatu tegoz poranka.











To tyle relacji z ostatnich naszych dni z wyjazdu w Dolomity.

Do domu wrocilismy cali i szczesliwi,
bogatsi w nowe znajomosci,
zdjecia oraz historie odwiedzonych miejsc.

To byl wspaniale i dobrze spedzony czas.
Jeszcze raz chcialabym podziekowac Pawlowi Pardala (AVENTURE.PL)
za wspaniale zorganizowany wyjazd,
bezpieczna i komfortowa jazde w te wszystkie urocze miejsca,
a Karolowi Nienartowiczowi za interesujace warsztaty, 
opowiedziane ciekawe historie,
no i za ksiazke z autografem, ktora moglam na tej wyprawie kupic.


A Wam czyletnikom, 
zycze rownie ciekawych wyjazdow.


Niedlugo moje urodziny,
moim najwiekszym zyczeniej jest - stala praca!🍀
Nie wspomnialam wczesniej, ale po porwocie z Dolomitow,
dowiedzialam sie, ze w firma w ktorej dotychczas pracowalam
nie ma dla mnie wiecej pracy 😰.
  
A to oznacza dla mnie ciezki okres,
czas stresu i niepewnosci.
Ograniczenie wydatkow i wyjazdow 🤕

Trzymajcie kciuki...


zycze milego wieczoru




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...