Dzień dobry,
dziś krótka i ostatnia relacja z mojego wyjazdu trekkingowego na Maderę.
Celem jest zwiedzenie Doliny Rabaçal,
która prowadzi wśród lewad otoczonych wrzosami.
Dzień zaczęliśmy mglisto, pierwsze kilometry szliśmy w wilgotnej mgle,
ale im późniejsza pora, tym słońce wschodziło wyżej i tę mgłę nam rozpraszało.
Ten trekking do widokowych nie należał,
bo ścieżki prowadziły znów w wysokich wrzosach.
Ale miało to fajny urok, zwłaszcza wcześnie rano, bo słońce było nisko
i wszystkie kropelki które pokrywały wrzosy przepięknie się mieniły jak małe diamenciki
(niestety na zdjęciach tego nie widać)
Bardzo ciekawe formacje tych drzew, domyślam się że to wynik, wiatrów
czasem jak nagrywałam filmik miałam wrażenie ze krzywo trzymam kamerkę
właśnie z powodu tych leżąco-rosnących wrzosów.
Tutaj krótki filmik z wędrówki wzdłuż lewad i lasu wawrzynowego
zanim doszliśmy do wodospadów
Po drodze mogliśmy zobaczyć dość wysokie wodospady,
w tym miejscu mieliśmy krótka przerwę na odpoczynek i zdjęcia.
Żałuję, że nie miałam statywu, bo zdjęcia na dłuższy czas musiałam robić z ręki,
przez co nie są zbyt ostre.
Przechodziliśmy w ten dzień również przez tunele,
no i umoczyłam swoje buty, bo po deszczach w tych tunelach było sporo wody,
W ten dzień wzięłam sobie lekkie buty trekkingowe (przed kostkę!)
więc wody mi się do nich wlało sporo 😬.
Poniżej grupa wyciąga z plecaków latarki czołowe.
bo będziemy wchodzić do ciemnego tlenu i przechodzić na druga stronę góry.
Czołówki obowiązkowe,
by nie roztrzaskać sobie nosa w tych ciemnościach.
Mnie osobiście kręciło się trochę w głowie w tym tlenu,
dziwne uczucie jak się idzie w tych ciemnościach
i każda latarka na czole kołysze się w innym rytmie,
miałam wrażenie, że ściany wokół mnie ruszają się w różne strony.
Spójrzcie jakie mega wyjście z tlenu 😍
Trochę światła i roślinność daje radę.
Trochę roślinności spotkanych w drodze do autobusu,
bardzo dużo jaszczurek, traszek
nigdy nie wiem które to które
biegało nam pod nogami tego dnia.
i dzikie kalie zdobiące zbocza gór maderskich,
w sumie ich piękno powoli przemijało,
dużo z nich juz przekwitało
Ten dzień nie był długim trekkingiem, w sumie mało wymagający,
powiedziałabym bardziej taka relaksacyjna wycieczka
Przeszliśmy zaledwie 16 km
Do hotelu wróciliśmy dość wcześnie.
Wieczorem zaś wybraliśmy się na ostatnią obiado-kolację na mieście.
Zamówiłam wegańskie risotto, do tego sok marchewkowy.
Ja wiem połączenie może bardzo dziwne,
ale mnie bardzo smakowało 😉
Potem ze znajomymi poszliśmy się jeszcze przejść po Funchal,
taki ostatni pożegnalny spacer.
Późnym wieczorem pakowanie,
by wcześnie rano wstać, zjeść śniadanie, i zaraz po śniadaniu
jechać na lotnisko.
A na lotnisku, miałam ciekawą rozmowę z jednym z naszych
kolegów z grupy, który okazał się pisarzem z Katowic.
Pozwolę sobie zrobić mu małą reklamę
Oto jego jedna z książek, która polecił do poczytania w samolocie
(prawdziwa historia).
No i tym akcentem książkowym
chciałabym zakończyć moją opowieść maderską.
Dodam, że lądowanie w Polsce było dużo gorsze niż na Maderze,
w ten dzień wiało na południu Polski bardzo mocno!
Jestem bardzo zadowolona z tego wyjazdu,
I tak jak już wspomniałam w moim poście tuż przed wyjazdem,
taki wyjazd powinien trwać co najmniej 2 tygodnie.
Jeden tydzień na trekkingi,
a drugi, by móc pozwiedzać okolice, zabytki, poznać historie
poleżeć, poleniuchować, poopalać, zanurzyć się w oceanie
czy też zrobić jakieś ciekawe zakupy na które nie miałam zbyt dużo czasu.
Ogólnie polecam Maderę
dla mnie przepiękna, wiecznie kwitnąca i zielona wyspa.
Ludzie uśmiechnięci i mili.
Pogoda bardzo wietrzna, czasem kapryśna ale ciepło,
natomiast wieczory były dość chłodne.
Cieszę się, że mogłam tam być i podziwiać kolejny cudny zakątek
naszej Ziemi.
Wam również życzę takich możliwości.
S E R D E C Z N O Ś Ć I 💚💙💛

































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz